Gra bez sentymentów. Ale czasem…

Gdy Twoja ukochana drużyna albo choć ta, której kibicujesz – gra w lidze, której dotyczą Twoje rozgrywki fantasy – jest ciężko. Bo jak nie mieć w składzie swojego ulubieńca? Jak nie postawić na obronę, gdy wierzysz, że Twoja drużyna nie straci gola? Jak nie powierzyć opaski piłkarzowi tej drużyny, gdy już widzisz go w roli króla strzelców? No właśnie nie można. Fantasy futbol to gra bez sentymentów. To też jedna z podstawowych zasad: ustalając skład nie kibicujesz. Ale czasem…

Pamiętam czasy Bodzia W. (Bogusław Wyparło), legendy mojego Mielca, który stał między słupkami ŁKSu, gdy ten jeszcze grał w Ekstraklasie. Oczywiście w moim składzie musiał być. To nic, że czystych kont wielu nie uświadczył. To był Bodzio W. – wtedy jedyny regularnie grający „łącznik” Mielca z Ekstraklasą. Musiał być. Nawet gdy strzelał Rudniew a Bodzio wyciągał 5 bramek z siatki.

Od tego czasu wiele się zmieniło. Sentymentów nie mam. Nie licząc jedynie przykładów, gdy na ławkę bez zamiaru wprowadzania do gry brałem np. Michała Walskiego (grał w Stali Mielec) czy Wasilewskiego (Polak w FPL). Nie miało to wpływu na mój wynik – wolałem kogoś „swojego” w składzie niż „nołnejma” z najtańszej półki.

Gdy liczysz na wynik, sentymentów nie ma. Wiadomo, że w drużynie, której kibicujesz – widzisz więcej. To może być pomocne, ale niebezpieczne gdy tak naprawdę wierzysz w więcej. Fantasy jest pragmatyczna. Pamiętaj o tym. Kropka.

W Ekstraklasie, Premier League, nawet na Euro sentymentów nie było. Jeżeli na Euro był w składzie Polak – przemawiała za nim cena i potencjał punktowy.

Nawet gdy przyszedł premierowy sezon Fantasy w 1. lidze polskiej i jednocześnie premierowy w tym stuleciu sezon w tej lidze dla mojej Stali Mielec – sentymentów nie było. Co prawda trzech piłkarzy z Mielca pojawiło się w składzie, ale to wcale nie była zła decyzja na starcie. Wręcz szczyciłem się znajomością piłkarzy Stali, których oglądałem często na żywo. Bo można było mieć perspektywicznych zawodników w niskiej cenie. Szukając różnic, niskiej półki cenowej – warto było.

Weryfikacja przyszła szybko. Stal nie wygrywała i zgodnie z zasadą bez sentymentów – mielczanie odchodzili z mojej drużyny, grali z braku transferów albo lądowali daleko na ławce.

A jednak…

W 10 kolejkach ani jednej wygranej. Stal Mielec okupuje ostatnie miejsce w tabeli. Nikt nie chce mieć w składzie obrońców z Mielca (0:6 w Suwałkach), nie ma co stawiać na atak (najmniej strzelonych goli). U mnie w składzie został (z reguły na ławce) jedynie Kamil Radulj.

11. kolejka. Kluczowy mecz mielczan. Przyjeżdża przedostatni Znicz. Jeżeli się przełamać – to teraz. Dla kibiców i dla mnie-kibica, to ważny mecz. Dla Prezesa Fantasy zupełnie nieistotny – punktów trzeba szukać w innych drużynach.

Tymczasem moja kluczowa decyzja: Radulj nie tylko podnosi się z ławki, ale dostaje opaskę. Tak, z sentymentu, z wiary w pierwszą wygraną Stali – postąpiłem irracjonalnie w fantasy. Zło. No ale koniec końców:

Radulj strzela bramkę, która wyprowadza Stal na prowadzenie. Ostatecznie Mielec odnosi pierwsze zwycięstwo a mój kapitan gra na 8 punktów.

Edycja: w euforii sam nie zanotowałem, że Radulj miał jeszcze asystę przy 3. bramce. Zatem:

Kamil Radulj, FKS Stal Mielec, 11. kolejka Fantasy 1. liga

Jednocześnie kupuję Sanogo z Sosnowca (7 pkt). Trzymam w składzie Angulo z Zabrza (12). Decyzje dobre, typowe dla prezesa fantasy.

Chwilowa swego rodzaju słabość, przyniosła mi punkty. Tym razem. Usprawiedliwiam ją jednak samymi rozgrywkami – 1. liga to nowość, mało informacji do analizy, więcej przeczucia niż wiedzy – taka szkoła fantasy. Plus moja znajomość piłkarzy oglądanych niemal na co dzień.

Na dłuższą metę, w innych rozgrywkach – wiem jednak, że nie warto. Powtarzam zatem drogi Czytelniku: tu nie ma sentymentów i miejsca na kibicowanie.

Oceń artykuł
FatalnySłabyPrzeciętnyDobryRewelka! (Brak Ocen, Oceń jako Pierwszy!)
Loading...